WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Czwartek, 21 czerwca 2018 r.
Imieniny obchodzą: Alicja, Marta, Alojz

Wywiad z Marcinem Jędrzejewskim z okazji 200 numeru „Wiadomości Sąsiedzkich Wesoła”

Olga Łęcka  |  21 marca 2018

Olga Łęcka: Przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie redaktor naczelny „Wiadomości Sąsiedzkich” i zespół redakcyjny?

Marcin Jędrzejewski: Tak jak każda gazeta „Wiadomości Sąsiedzkie” chciałyby przede wszystkim jak najszybciej i jak najdokładniej informować swoich czytelników o wszystkim, co się dzieje. Niestety jesteśmy miesięcznikiem i ciężko nam nadążyć z informacjami, szczególnie w dobie mediów elektronicznych, tak żeby rzeczywiście one szybko docierały do czytelników. Dlatego też uzupełniamy swoją ofertę naszym portalem internetowym, gdzie wiele ważnych informacji może być publikowanych natychmiast po ich pozyskaniu, bez względu na cykl wydawniczy wydania papierowego.

OŁ: Jaką rolę według Ciebie odgrywają „Wiadomości Sąsiedzkie”?

MJ: Na początku, tuż po swoim powstaniu, „Wiadomości Sąsiedzkie” pełniły olbrzymią rolę, ponieważ byliśmy właściwie jedynym medium informacyjnym, które mogło docierać z przekazem do mieszkańców. Za naszym pośrednictwem organizatorzy najróżniejszych imprez, koncertów, wydarzeń sportowych mogli zapraszać mieszkańców, praktycznie nie było żadnych innych źródeł informacji. W tej chwili ta rola trochę się zmniejszyła, ze względu na media elektroniczne, Internet, Facebooka, natomiast myślę, że nadal odgrywamy olbrzymią rolę, jeśli chodzi o informacje, szczególnie o możliwość spokojnych analiz, przekazanie szerszych materiałów, również fotograficznych, także dzięki dobremu dostępowi do źródeł informacji, który przez lata wypracowaliśmy. To sprawia, że nasze informacje mogą być rzetelne i podane w sposób wyważony oraz jasny i klarowny.

OŁ: Gdybyś miał opisać „Wiadomości Sąsiedzkie” trzema przymiotnikami, byłyby to:

MJ: „Pozytywne” – zawsze staraliśmy się koncentrować na przekazie pozytywnym. Pokazywaliśmy ciekawe inicjatywy, pokazywaliśmy to, co dobrego się dzieje, i ludzi, którzy to organizują. Nigdy nie robiliśmy kroniki kryminalnej, staraliśmy się – oczywiście z pewnymi wyjątkami – unikać piętnowania najróżniejszych negatywnych zjawisk, ale pokazywać to, co fajne, ciekawe i co niesie ze sobą coś dobrego. Po drugie „lokalne” – jesteśmy gazetą lokalną i nigdy nie aspirowaliśmy do tego, żeby angażować się w wielką politykę, z jakimiś wyjątkowo drobnymi przypadkami, kiedy to wielka polityka zaglądała na nasze lokalne podwórko. Unikamy tych tematów, od tego są media ogólnopolskie, my piszemy tylko o tym, co się dzieje tu, między nami. A po trzecie – „otwarte”. „Wiadomości Sąsiedzkie” zawsze były otwarte na różne poglądy, na różne spojrzenia. Publikowaliśmy materiały nie tylko redakcyjne, ale także listy do redakcji. Materiały osób, z którymi nawet nie zawsze się zgadzaliśmy, czasem tylko opatrując je komentarzem redakcyjnym, bo jednak trudno przejść do porządku dziennego nad opiniami, których się nie podziela, natomiast nigdy nie zamykaliśmy naszych łamów na te przeciwne opinie.

OŁ: „Wiadomości Sąsiedzkie” są miesięcznikiem. Jak wygląda praca redakcji i samego naczelnego w okresie przygotowywania numeru?

„Wiadomości Sąsiedzkie” są dość specyficznym miesięcznikiem, przede wszystkim dlatego, że większość tekstów powstaje dzięki wolontariuszom, w tak zwanym trybie – to się tak mądrze teraz nazywa – dziennikarstwa obywatelskiego. Praca redakcji sprowadza się głównie do kontaktu z osobami, które z nami współpracują, czasem sugerowania jakichś tematów, zbierania tych materiałów i redagowania. Zajmuje się tym głównie sekretarz redakcji, czyli Hania Kowalska, która od kilku lat pełni tę funkcję. Natomiast rola redaktora naczelnego sprowadza się tak naprawdę do koordynowania pewnych działań i ingerowania wtedy, kiedy jest to niezbędne, tam gdzie potrzeba przeanalizować jakiś materiał, czy nie narusza czyichś dóbr osobistych, czy jest zgodny z linią programową naszej gazety. Jako redaktor naczelny także regularnie pisuję teksty, głównie na tematy samorządowe, ale nie tylko. Obecnie rola redaktora naczelnego nie jest tak duża, jak była kiedyś, ciężar redagowania pisma został przeniesiony bardziej na sekretarza redakcji.

OŁ: 200 numer „Wiadomości Sąsiedzkich” to zapewne tysiące rozmów, artykułów i zdjęć. Ale też zabawnych historii i anegdot. Czy możesz przytoczyć jedną redakcyjną przygodę, którą zapamiętasz do końca życia?

MJ: Chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci anegdota związana z pisanym przeze mnie dobre 180 numerów temu cyklem anegdot w stylu short stories, wyssanych z palca historyjek na temat konfliktów sąsiedzkich. To była jedyna sytuacja, kiedy nie pisałem tekstów pod swoim nazwiskiem, tylko pod pseudonimem „Sąsiad”. Napisałem któregoś razu tekst na temat kota sąsiada, który był strasznym rozrabiaką i wymordował mi wszystkie rybki w stawie i na tej postawie było trochę kłótni i problemów. Kilka dni po publikacji tego tekstu przyszła do mnie sąsiadka z pretensjami, że mój kot obsikał jej wycieraczkę. Przeprosiłem serdecznie, ale tknięty przeczuciem spytałem, skąd wie, że to mój kot. Odpowiedziała, że nie wie, ale wycieraczka strasznie śmierdzi i to na pewno był mój kot. Próbowałem jej wytłumaczyć, że to niemożliwe, ponieważ mój kot jest wysterylizowaną kotką i oczywiście mógł jej nasikać na wycieraczkę, ale gdyby to zrobiła wysterylizowana kotka, to z pewnością by tak strasznie nie śmierdziało. Na to usłyszałem:  „Wie Pan co, po co Pan w ogóle broni tych kotów, przecież to są takie obrzydliwe, wstrętne stworzenia! Pewnie czytał Pan tę historię, jak to kot wymordował wszystkie rybki w jeziorze”. Ponieważ cała ta historia w gazecie była całkowicie zmyślona, dało mi to do myślenia, jak czasami słowo pisane, nawet żartobliwe - bo te felietony z założenia miały mieć charakter wręcz kabaretowy - przez niektórych czytelników jest odbierane jako święta prawda i wróciło do mnie w postaci awantury o kotkę, która w tym przypadku raczej była Bogu ducha winna.

OŁ: Czy jako redaktor naczelny gazety lokalnej widzisz zjawisko renesansu lokalizmu?

MJ: Nie jestem tylko redaktorem naczelnym, ale także samorządowcem i zdecydowanie widzę, że od wielu lat ten lokalizm – czy może nazwałbym to raczej patriotyzmem lokalnym – bardzo przybiera na sile i to dobrze, bo to jest chyba ten dobry kierunek, w którym każda społeczność powinna podążać. Myślę, że te działania lokalne, podejmowane przez bardzo wiele organizacji, które funkcjonują na terenie Wesołej, wnoszą naprawdę dużo do życia mieszkańców. Bardzo wiele inicjatyw, które dzieją się właśnie tutaj, lokalnie, powoduje, że mimo iż nasza infrastruktura techniczna nie jest może najlepsza i mieszkamy na obrzeżach Warszawy, to jednak Wesoła staje się bardzo fajnym i przyjemnym miejscem do życia i zawdzięcza to właśnie temu myśleniu lokalnemu bardzo wielu ludzi, którzy tutaj zamieszkali.

OŁ:  Czego życzyć redakcji WS z okazji 200 numeru?

MJ: Myślę, że oczywiście kolejnych 200 wydanych numerów, to po pierwsze, a po drugie tego, żeby ludzie mimo coraz bardziej postępującej dominacji Internetu nie zapomnieli, że słowo drukowane, słowo, które się czyta z papieru, jest dużo bardziej przyjazne, dużo bardziej twórcze i rozwijające niż krótkie tweety i memy. Że mimo tego, iż ciągle gdzieś biegniemy, a nasze życie jest szybkie, warto na chwileczkę usiąść sobie i poczuć w dłoniach papier, usłyszeć jego szelest. Jest to coś zupełnie innego niż kolejne migotanie literek na ekranie.

 

Tagi: wywiad, 200 wydanie, wiadomości sąsiedzkie


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
Jadalnia
Zgłoś wydarzenie

Mośibrody
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Czy będziesz oglądał mecze rozgrywane w ramach Mundialu 2018 w stołecznych Strefach Kibica? ( Bemowo, Bielany, Targówek, Praga Południe, Śródmieście, Ursynów, Wola)

nie, lubię oglądać mecze w towarzystwie bliskich mi osób
nie, bo Strefy Kibica nie będzie w mojej dzielnicy
pewnie, że tak! Oglądanie meczy w tak dużym gronie wiąże się ze świetną, sportową atmosferą
tak, ale szkoda, że Strefy Kibica nie będzie w mojej dzielnicy i muszę jeździć do innych
nie, nie interesują mnie mecze piłki nożnej
Zobacz wyniki
Kurek Foto

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń