WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Poniedziałek, 5 grudnia 2022 r.
Imieniny obchodzą: Krystyna, Sabina, Norbert

O strzyżeniu owiec

Rychu  |  18 listopada 2011

Jeśli nawet (jeszcze) nie czujemy bezpośrednio drugiej fali kryzysu, który zdaniem szefa Rady Ministrów nie zapuka, ale załomocze do naszych drzwi, to sugestie zmian w podatkach i pomysły na ulżenie budżetowi państwa budzą nasze mieszane uczucia. Co kreuje te propozycje – strach, czy może raczej niemoc?

W podatkach miałoby się zmienić wiele – nie tylko ma zniknąć ulga na pierwsze i drugie dziecko, nie tylko trudniej ma być z becikowym, ale również ma nastąpić kres wspólnego opodatkowania małżonków, czyli w świetle przepisów (przynajmniej podatkowych)  zostałby spełniony postulat  równości tych ze ślubem i tych bez.

Tu trzeba oddać też sprawiedliwość pomysłodawcom zmian, że mają ochotę zająć się przychodami  gwiazd (celebrytów), artystów małego i dużego ekranu oraz innych twórców, którzy solidarnie mieliby wesprzeć państwową kiesę. Ale gdy tylko pojawia się ten postulat, od razu daje się słyszeć słowa "to margines". Być może, ale to ten margines obnosi się z torebkami po 35 tys. PLN  i to dla tego marginesu (między innymi) są tzw. dobra luksusowe.

Ponadto wraca sprawa wydłużenia i zrównania wieku emerytalnego pań i panów - do 67 roku życia, ale to w perspektywie do 2027 roku (kto się „łapie”?). Dlaczego dopiero wtedy? Bo jest już jasne – przy tak wysokim bezrobociu wśród młodych,  bezrobocie pozostałych poszybowałoby ostro w górę, gdyby przepis wszedł w życie już teraz.

Owszem, nadal „cicho – sza” o młodych emerytach służb mundurowych (znajomy w wieku 36 lat przeszedł na zasłużoną strażacką emeryturę), również cicho o rolnikach na kilkuset hektarach i o dżentelmenach w stanie spoczynku z pensją za spoczynek w wysokości 10 „tysi”. W końcu to tylko margines, a nie skala..

Również nikt nie obnosi się z fiaskiem reformy administracji publicznej, której zamiast ubyć 10% przybywa 10 tysięcy nowych etatów w skali roku. W naszym kraju pracuje ok. 8,5 mln obywateli, z tego prawie 3,8 mln. w tzw. sektorze publicznym, co oznacza, że nikogo nie dziwi fakt, że w dwuosobowym pokoju stoją cztery biurka, oraz że państwowy koncern chce kupić inny państwowy koncern i że gdy jedni drżą, co im przyniesie kolejny dzień,  to drudzy mają gwarancje zatrudnienia na 10 czy 15 lat.

Jeżeli to strach przed drugą falą dyktuje te, a nie inne rozwiązania, to przy okazji odchudzania i zaciskania pasa wychodzi też niemoc. Państwo nie może sobie poradzić ze ściąganiem m.in. abonamentu RTV – według doniesień prasowych „abonament powinno płacić ok. 4 mln 284 tys. Polaków (tylu zarejestrowało odbiorniki). Większość tego nie robi: dłużników jest ponad 3 mln”. Nie jest to prawda – dłużników jest znacznie więcej - większość konsumentów kupując telewizory, zmieniając adres zamieszkania (kupno domu/mieszkania) nie rejestruje odbiorników, ale ogląda telewizję z kabla lub satelity. Podobnie rzecz się ma z instytucjami i hotelami. Lata płyną, a niemoc w tej materii jest coraz większa (pozwólcie, że powody dla których nie płacimy pozostawię na tzw. stronie).

Niemoc pozwalająca na strzyżenie jednych owiec przy samej skórze, podczas gdy te drugie są ledwie muskane po gęstym włosiu, przekłada się na niemoc w uporządkowaniu finansów państwa i odebraniu przywilejów, w braku prywatyzacji zbędnego balastu i likwidacji przerostu zatrudnienia. Zdarza się też renacjonalizacja jak ta w przypadku aktywów Vattenfalla odkupionych przez spółki Skarbu Państwa.

To oczywista oczywistość, że zaciągnięte kredyty trzeba kiedyś spłacić i wyemitowane obligacje wykupić. Niewiele rzeczy na tym łez padole jest pewnych – pewna jest śmierć i podatki (choć nie muszą być sprawiedliwie rozłożone). Dziś może zbankrutować firma będąca na giełdzie (jeszcze 10 lat temu wszyscy byli przekonani, że nie). Dziś może zbankrutować państwo, choć do niedawna wydało się to niemożliwe, a jednak…

W zaciszu miejskich i dzielnicowych gabinetów trwają prace nad podatkiem katastralnym, który ma sprawić, że podatek za kawalerkę w centrum miasta ma być wyższy niż za hektary ziemi leżącej odłogiem (czytajcie zapytania i interpelacje radnych na stronach BIP-u). Już niedługo zmienią się opłaty za wodę i ścieki – w ten sposób wszyscy złożą się na kary za brak kanalizacji dużych i małych „metropolii”.

Za „wielką kałużą” żyje 99% oburzonych, w naszym kraju rośnie rzesza ludzi, którzy czują się pokrzywdzeni. Bo też w tym strzyżeniu jednych i muskaniu drugich objawia się może nie tylko strach, może nie tylko niemoc, ale być może także gra pozorów, że wszyscy sprawiedliwie i solidarnie będziemy znosić trudne czasy?
 

Tagi: Rychu, polityka, kryzys, podatki, felieton


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
stalgast2

Kalendarz Imprez

Grudzień 2022
PnWtSrCzwPtSoNd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031

Najbliższe wydarzenia


Sobota, 10 grudnia 2022

Świąteczny Kiermasz Bożonarodzeniowy 2022

Niedziela, 11 grudnia 2022

Jak przygotować wegańską wigilię? Warsztaty w Falenicy

Środa, 14 grudnia 2022

Koncert Kolęd w SP nr 353

Zgłoś wydarzenie

księgowość
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Jaka forma imprez lokalnych podoba Ci się najbardziej?

kino plenerowe
wyprzedaż garażowa
piknik / festyn
zajęcia sportowe, maratony, biegi, rajdy rowerowe
koncerty
wieczory autorskie, benefisy
warsztaty artystyczne (rękodzieło, teatr, malarstwo, rysunek, śpiew)
imprezy charytatywne
Zobacz wyniki
nieruchomości

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń