WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Poniedziałek, 22 stycznia 2018 r.
Imieniny obchodzą: Anastazy, Wincenty, Wiktor

Qlturka: O matko! – Mother! Aronofosky’ego

Redakcja .  |  7 stycznia 2018

Mother! to nie propozycja dla każdego. To też nie horror, jak próbował przekonać nas trailer, przynajmniej nie w znaczeniu filmowego gatunku. To wielopoziomowa opowieść, która nie pozwala wygodnie usiedzieć w fotelu. Czy miałeś kiedyś koszmar, z którego nie mogłeś się obudzić? Jeśli tak, to ciesz się, że nie napisał i nie wyreżyserował go Darren Aronofosky. Tylu przekroczonych granic ludzkiej wytrzymałości, tak osaczonego i stłamszonego filmowego bohatera trudno szukać gdziekolwiek indziej.

Jeśli do tej pory nie byłem wielkim fanem Jennifer Lawrence, to w Mother! aktorka, zmagając się z tytułową rolą, dała niesamowity pokaz swoich możliwości. W jej spojrzeniu emocje widać jak na dłoni. Jeśli jest trochę wycofana, uległa, to dlatego, że wchodzi w interakcję z Nim. Postać grana przez Javiera Bardema ma bardzo dominującą obecność na planie. Chociaż pozornie wydaje się troskliwym mężem, stopniowo można od niego wyczuć skrywaną aurę szaleństwa. On jest pisarzem, czy też poetą, który cierpi na brak weny. Zmieni się to jakiś czas po przybyciu niespodziewanego gościa. Skutki jego odwiedzin całkiem zaburzą mir domowy.

W rolę intruza wcielił się Ed Harris. Nieznajomy mężczyzna przekonuje na wstępie, że jest lekarzem i spodziewał się zastać w tym miejscu pensjonat. On wydaje się podekscytowany gościem i zachęca go, by ten został, przynajmniej na noc. Zgoła inne wrażenia co do obcego ma Matka. Kolejne sekundy mijają, a z każdą z nich narasta poczucie, że coś tu jest nie tak. W tym momencie nie sposób jednak jeszcze domyślić się co, jak bardzo ani dlaczego. Mąż nie pyta o zdanie swojej żony, zapraszając na noc nieznajomego. Ten z kolei dzieli się uwagą, że małżonka mogłaby być raczej jego córką. Coraz bardziej zastanawiająca staje się relacja pary. Jaka historia łączy dwójkę tych ludzi? On udziela za nią odpowiedzi na pytania zadawane przez gościa. Nawet gdy Matka zaprzecza mu w pewnym momencie, twierdząc, że pije czasem alkohol - odmawia skosztowania trunku przyniesionego przez lekarza. W końcu idzie spać, zostawiając mężczyzn samym sobie. Ci są zupełnie pochłonięci swoją obecnością.

Nie wypada nie wspomnieć o Michelle Pfeiffer, która zagrała żonę lekarza. Jej kreacja jest bardzo przekonująca. Od momentu, gdy równie niespodziewanie co jej mąż pojawia się w domu, staje się przymusową przyjaciółką Matki. Od zakłopotania, w jakie ją wprawia, zgrzytają zęby. To jednak nie koniec udręki głównej bohaterki. Wkrótce zrobi się jeszcze tłoczniej, na jej oczach rozegra się dramat obcej rodziny, a On w końcu zdobędzie inspirację do tworzenia. Powoli klimat filmu będzie przesuwał się w stronę coraz większego onirycznego absurdu. I nie będzie to przyjemny sen! Punkt kulminacyjny Mother! równocześnie zachwyci (między innymi rozmachem w realizacji scen, które rozegrają się w domu) i obrzydzi, wstrząśnie i skłoni do refleksji nad kondycją świata i ludzkości.

W filmie nie ma muzyki, poza momentami, w których gra ona z jakiegoś fizycznie obecnego źródła dźwięku. Odgłosy domu zupełnie wystarczają! A pisk wywołany stresem Matki kilka razy rozsadzi i naszą głowę. Pochwalić trzeba też ludzi odpowiedzialnych za postprodukcję, efekty idealnie wkomponowują się w wizualną całość.

Nowy film Aronofsky’ego w mikroskali ukazuje małżeńską relację opartą niepokojąco na dominacji i uległości. Odsłania też problem artysty, który do tworzenia potrzebuje tragedii, bo to, co go otacza, nie pozwala mu stworzyć dzieła. W pewnym momencie On mówi „nic nigdy nie jest wystarczające”, zwracając nam uwagę na nienasycenie ludzkiej duszy. Potrzebujemy smutku, który jest „dźwiękiem życia i ludzkości”, by zrozumieć radość i piękno. Reżyser zadaje trudne pytanie: jak zdefiniować coś, czego nie znamy przeciwieństwa. Ale to absolutnie nie wszystko, co znajdziemy w filmie. Gęsto naszpikowany symbolami obraz ma jeszcze ukryte (choć z każdą chwilą łatwiej je dostrzec), alegoryczne znaczenie. Od strony przemyśleń - wiele furtek pozostaje otwartych dla naszej interpretacji. Roboczy tytuł filmu brzmiał Szósty Dzień. O Mother! z pewnością nie zapomina się po sześciu dniach, a myślę, że i przez całe życie.

Tagi: recenzja, film, kultura


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
Stalgast

Kalendarz Imprez

Styczeń 2018
PnWtSrCzwPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031

Najbliższe wydarzenia


Środa, 24 stycznia 2018

Przedstawienie dla dzieci "Smerfowe opowieści - Zaczarowany medalion"

Piątek, 26 stycznia 2018

Spotkanie w 74 rocznicę walki AK w Radości w 1944 r.

Sobota, 27 stycznia 2018

Monodram muzyczny "Ciao Ciao Bambina"

Zgłoś wydarzenie

Szklarnia smaków
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Czy podoba Ci się nowe logo transportu publicznego w Warszawie? (można je zobaczyć tutaj: Pojazdy komunikacji miejskiej z nowym logo)

Nie, jest okropne!
Nie, zupełnie nie kojarzy się z transportem publicznym, co najwyżej z tramwajem
Nie (z innych powodów)
Tak, jest lepsze od logo ZTM
Tak, cieszę się, że wreszcie będzie ujednolicone oznaczenie
Tak (z innych powodów)
Nie jest złe, ale lepsze było logo ZTM
Muszę to zobaczyć na żywo
Nie, przecież to żywcem z "Dziennika telewizyjnego"!
Nie mam zdania na ten temat
Zobacz wyniki
Kurek Foto

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń