WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Poniedziałek, 20 września 2021 r.
Imieniny obchodzą: Renata, Filipina, Eustachy

Prekursorzy po raz kolejny - KoRn „The Path of Totality”

Martyna Nowosielska (martyna.nowo@gmail.com)  |  26 marca 2012

KoRn znowu postanowił eksperymentować. Kiedy przed laty do metalu dodali hip-hop, stali się prekursorami nowego gatunku, zupełnie nowej jakości. Tym razem postanowili wytworzony wcześniej nu-metal zmieszać z elektroniką. I to elektroniką nowej fali, czyli dubstepem. Jak im to wyszło? Zdania są podzielone.

Najnowszy album KoRna pojawił się błyskawicznie i niemal znikąd. Owszem, od jakiegoś czasu w kuluarach szeptano, że wokalista Jonathan Davis zainteresował się dubstepem i zespół planuje, kontynuując eksperyment w postaci singla „Get Up!” przygotowanego ze Skrillexem, wydać EPkę w tym gatunku. Aż tu nagle, ni stąd ni zowąd, pojawia się pełnowymiarowy album „The Path of Totality”, na którym każdy utwór jest zrobiony we współpracy z jakimś DJem. Są to między innymi wspomniany Skrillex, Downlink, Excision, Noisia czy Feed Me. Old schoolowi fani zespołu, którzy płakali słuchając już „See You On The Other Side” czy „Untitled”, zaś wyrażali umiarkowaną radość przy „KoRn III: Remember Who You Are”, które miało wracać do korzeni, tym razem dosłownie odwrócili się od zespołu. Ja, mimo uwielbienia dla dawnej stylistyki zespołu, mam nieco odmienne zdanie.

Ruch zespołu jest co prawda kontrowersyjny, jednak to, co dzięki niemu pojawiło się na sklepowych półkach, wcale nie brzmi aż tak źle. W muzyce zespołu zawsze słychać było mocny bas, co jest również charakterystyczne dla dubstepu. Wszystko zatem ładnie się zgrywa i nie dostrzega się żadnych zgrzytów. Również psychodeliczny wokal Jonathana Davisa wpasowuje się w szalony klimat nowej fali elektroniki. Muzyka ma niesamowity power, bywa melodyjna, ale nie traci chaosu charakterystycznego dla KoRna. Nie ucierpiały również znacznie teksty – nadal są chore, pełne bólu i wściekłości chociaż to oczywiście nie ta sama jakość jak na pierwszych płytach sprzed niemal dwudziestu lat. Jednym słowem – nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać.

Kilka utworów, chociaż płyta jest w miarę równa (przez co nieco monotonna), wybija się nad pozostałe. Są to przede wszystkim single: „Get Up!” oraz „Narcissistic Cannibal”, ale także „Chaos Lives In Everything”, „Tension” (można tu usłyszeć ostatnio rzadko używany przez Jona, ale jakże dla niego charakterystyczny, scat) czy „Let's Go” bądź „Burn The Obedient”. Kawałki z krążka nadają się zarówno na dziwaczną imprezę w mocno undergroundowym klubie jak i brzmią na takie, które doskonale sprawdzą się na energicznym, gniewnym koncercie (o czym Polacy będą mogli się przekonać 15 sierpnia w Parku Sowińskiego, gdzie KoRn zagra w ramach festiwalu Rock in Summer).

Zapewne teraz ściągnę na siebie gniew „prawdziwych” fanów zespołu, ale muszę przyznać, że nowa droga (tak zwany „dubmetal”) odpowiada mi dużo bardziej niż udawanie powrotu do korzeni zaprezentowane na przedostatnim albumie („KoRn III: Remember Who You Are”). Wydaje mi się to dużo bardziej szczere i prawdziwe – każdy z biegiem czasu się zmienia, KoRn również, ważne żeby dobrze to brzmiało i nie było robione na siłę, tak jak przedostatnia płyta właśnie. Dodatkowo paradoksalnie wydaje mi się to bliższe wczesnej twórczości zespołu – słychać tutaj energię, zaangażowanie oraz świeżość, które towarzyszyły im na początku. Może dźwięki brzmią nieco inaczej, ale sens jest ten sam. Toteż kopiowanie starych kawałków na nową modłę rodem z „KoRn III...” oceniam na nie, zaś szczere szukanie nowych rozwiązań, chociaż może nie do końca doskonałe – oceniam jak najbardziej na tak.

I chociaż fani będą się obrażać i buntować to KoRn nie zamierza zmienić ścieżki kariery. Jonathan Davis poza pracą w zespole zaczął również działać jako dubstepowy DJ JDevil, a jego show można obejrzeć chociażby przed koncertami kapeli. Mimo iż na protesty fanów zareagował dość agresywnie to zespół nie zapomniał o wielbicielach dawnych numerów. Dlatego podczas nowej trasy koncerty zostały podzielone na trzy części – podczas pierwszej można usłyszeć kawałki z początków zespołu (niektóre niemal nigdy nie grane na żywo), w drugiej – dubstepowe nowości, zaś w trzeciej – największe hity kapeli.

Co zespół zrobi dalej? Czy następna płyta też będzie połączona z elektroniką czy może panowie wrócą do starego grania? A może znajdą zupełnie inny gatunek, z którym zmieszają metal? Tego prawdopodobnie nie wie sam lider KoRna. Pozostaje nam zatem czekać i liczyć na to, że zespół już nigdy, przenigdy nie będzie się siłował na coś, czego tak naprawdę robić nie chce tylko podąży może i kontrowersyjną, ale za to w miarę niezłą jakościowo, ścieżką.

Tagi: KoRn, muzyka, recenzja, płyta, nu-metal, dubstep, DJ JDevil


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
stalgast
Zgłoś wydarzenie

Mazowiecka 18
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Która forma z letnich atrakcji miejskich podobała Ci się w tym roku najbardziej?

spacery z przewodnikiem
koncerty plenerowe
kino plenerowe
wycieczki rowerowe
wszystko co działo się nad Wisłą
wyprzedaże garażowe
plenerowe zajęcia sportowe
rejsy Wisłą
nie korzystałem/am z żadnej z ww. atrakcji
podobały mi się wszystkie
Zobacz wyniki

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń