WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Czwartek, 24 września 2020 r.
Imieniny obchodzą: Dora, Gerard, Teodor

Listopadowe pożegnania

Joanna Godecka   |  4 listopada 2013

Przed nami nostalgiczny miesiąc. Świat traci swoje kolory i powoli układa się do snu. To nie przypadek, że początek listopada jest czasem pożegnań i wspomnień o ludziach, których znaliśmy, kochaliśmy… i wciąż kochamy.

Odejście wpisane jest w każdy życiorys. Nie da się go uniknąć. Przyjmuje się, że żałoba trwa średnio około roku i ma swój przewidywalny cykl. Najpierw pojawia się szok i negacja, potem pozory spokoju i opanowania, następnie bunt, złość i… pustka.

Osobie, która doświadczyła straty, doradza się, jak radzić sobie z bólem. Część tych rad polega na szukaniu antidotum, ucieczce od ponurych myśli, a czasem nawet przepisuje się receptę.

Czy tak powinno być? Czy tak jesteśmy skonstruowani?

Zauważcie, że im bardziej cywilizowane społeczeństwo, tym bardziej ludzie wstydzą się swoich łez. Gdyby ktoś, z odmiennej kultury, chciał opisać naszą ceremonię pogrzebową, opisałby grupę bardzo smutnych osób ze spuszczonymi głowami, które robią wszystko, by zamaskować emocje.

W Internecie znajdziecie nawet wiele porad „Jak powstrzymać płacz na pogrzebie”. Ci, którzy nie potrafią tego zrobić, ronią łzy ukradkowo, zakładają ciemne okulary, udają, że coś wpadło im do oka, słowem, traktują okazanie żalu jak wstydliwe, publiczne rozklejanie się.

A oto inny obrazek. Istnieją kultury, w których żałobnicy nie kryją swojego smutku i do woli zalewają się łzami. Nie czują zażenowania z powodu zaczerwienionych oczu, nie próbują ukradkiem ocierać łez. Ta wspólna celebracja jest czymś oczywistym. Po kilku dniach nieskrępowanego wyrażania emocji, przychodzi spokój, pojawia się uśmiech. Życie toczy się dalej.

Na początku września gościłam u siebie w Starej Miłośnie słynnego nowozelandzkiego psychologa Colina P. Sissona, autora światowego bestselleru „Wewnętrzne przebudzenie”. Uczestniczyłam też w prowadzonych przez niego warsztatach „Mistrzostwo siebie”. Były to zajęcia dla tych, którzy pragną poczuć swą moc, wynikającą z autentyzmu przeżywania, chcą być obecni w swoim życiu, zamiast przed nim uciekać.

Rozmawialiśmy o rozstaniach. O tym, że jeśli kochamy prawdziwie i kogoś, i siebie i jeśli przeżywamy życie takim, jakim ono jest, a nie „siedzimy we własnej głowie”, filtrując rzeczywistość przez system własnych przekonań i uprzedzeń – jesteśmy gotowi pozwolić odejść tym, których kochamy. Miłość jest naszą preferencją, nie uzależnieniem. Ten rodzaj miłości pozwala powiedzieć komuś: „Kocham cię i chciałbym, abyśmy byli razem. Jeśli jednak musisz odejść, rozumiem”. To miłość, a nie poczucie własności.

Ktoś z sali zapytał o rozstania będące wynikiem śmierci. „Jak wtedy pożegnać ukochaną osobę? Jak się z nią rozstać najlepiej?”.

„Znam ten stan” – odpowiedział Colin. „Przeżyłem nagłą, nieoczekiwaną śmierć swojego brata. Zginął w wypadku, podczas gdy ja prowadziłem seminarium w Moskwie. Mój o 6 lat starszy brat był mi bardzo bliski, był moim bohaterem z dzieciństwa. Czułem się z nim związany jeszcze mocniej niż z rodzicami… Znalazłem się w totalnej rozsypce, byłem zrozpaczony. Lecz choć przebywałem daleko od domu, postanowiłem dopuścić do siebie te wszystkie emocje, które się pojawiły. Nie chciałem ich od siebie odsuwać. Chciałem być w pełni obecny w swojej żałobie.

Usiadłem, zacząłem głęboko oddychać*. Pozwalałem sobie czuć to wszystko, co do mnie przychodziło. Rozpacz, strach, zagubienie, poczucie straty… Niczemu nie zaprzeczałem, nie poprawiałem sobie samopoczucia uciekaniem od nich. Powtarzałem takie sesje obecności.

Po siedmiu dniach poczułem, że te wszystkie uczucia, którym dałem przestrzeń, zintegrowały się**. Od tej pory mój żal zamienił się w głęboką wdzięczność za to, że mogłem być z moim bratem przez tyle lat, że miałem go, że był. Mogłem już wspominać jego postać i nasze wspólne przeżycia z uśmiechem i tym właśnie poczuciem wdzięczności”.

Jeśli doświadczyłeś straty, przyjmij wszystkie uczucia i emocje, jakie jej towarzyszą. Nie uciekaj przed nimi w aktywność, która ma Ci pomóc w nieodczuwaniu.

Oto pomocne ćwiczenie, które zajmie Ci niewiele więcej niż minutę. Pozwoli Ci skontaktować się ze sobą na głębszym emocjonalnie poziomie. Sprawi, że będziesz „tu i teraz”.

Kiedy nie uciekamy ani w przeszłość, aby coś rozpamiętywać, ani w przyszłość, aby dokądś się spieszyć – jesteśmy w chwili obecnej, jedynej, którą naprawdę mamy.

Usiądź prosto i weź kilka świadomych, głębokich oddechów. Skup się na nich, poczuj, jak powietrze wypełnia Twoje płuca. Nie rób przerw między wdechami – wydechami i odwrotnie. Niech twój oddech przypomina płynną sinusoidę.

Przez kilkanaście sekund skup się na swojej fizycznej obecności. Poczuj swoje ciało. Zwykle go nie odczuwasz, chyba że poprzez energię bólu. Teraz pozwól, niech przypłyną do Ciebie zmysłowe wrażenia. Dotyk tkanin, w które jesteś ubrany, bicie serca, pulsowanie krwi.

Potem przenieś uwagę na swoje myśli i „przypatrz się” im. Popatrz na nie tak jak na przejeżdżające pociągi w Twojej głowie. Nie daj się im zabierać… Jeśli trudno Ci skupić myśli, to pewnie właśnie o tym myślisz….

Po kilkunastu sekundach przenieś uwagę na swoje emocje. Poczuj je i oddychaj nimi tak, jakby były zawieszone w powietrzu. Jeśli czujesz smutek, wyobraź sobie, że nabierasz go w płuca. Nie odpychaj go, by poczuć się lepiej. Nie odrzucaj. Powiedz w myślach – pozwalam sobie czuć się w ten sposób.

Powtarzaj to ćwiczenie jak najczęściej. Może sprawić, że nieoczekiwanie poczujesz w sobie moc. Jest to moc bycia obecnym.

*Oddech jest przyzwoleniem na odczuwanie. Małe dzieci mają płynny oddech, podobnie jak osoba pogrążona w głębokim śnie. Jednakże oddech ludzi dorosłych w czasie dziennej aktywności jest zazwyczaj zupełnie inny. Między wdechami – wydechami i odwrotnie tworzą się mikropauzy, które służą utrzymywaniu naszych emocji pod kontrolą. Uczucia, których nie chcemy czuć, takie jak złość, żal, smutek, są w ten sposób powstrzymywane. Nie służy to naszemu zdrowiu i w konsekwencji prowadzi do wielu cywilizacyjnych chorób – depresji oraz chorób układu krążenia.

Kiedy zaczynamy głęboko oddychać, nie robiąc przerw między wdechami – wydechami i odwrotnie, pozwalamy przypłynąć zablokowanym emocjom. Jest to podstawowy mechanizm wykorzystywany w sesjach oddechowych.

** Integracja oznacza, że emocje zmieniły się w konstruktywną, wspierającą energię.

Tagi: Okiem coacha, Listopadowe pożegnania, coach, wspomnienia


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
Stalgast

Kalendarz Imprez

Wrzesień 2020
PnWtSrCzwPtSoNd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930

Najbliższe wydarzenia


Sobota, 26 września 2020

Uliczna uczta w Wesołej

Sobota, 26 września 2020

Otwarcie Miasteczka Ruchu Drogowego w Wawrze

Sobota, 26 września 2020

WKPR Wesoła

Zgłoś wydarzenie

Mazowiecka 18
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Sytuacja związana z koronawirusem w Polsce wywołuje u Ciebie duży niepokój?

zdecydowanie nie
raczej nie
trudno powiedzieć
raczej tak
zdecydowanie tak
Zobacz wyniki
wodociągowa

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń