WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Piątek, 5 czerwca 2020 r.
Imieniny obchodzą: Kira, Bonifacy, Waleria

Zwykła historia

Martyna Nowosielska  |  30 kwietnia 2015

Byłam sceptycznie nastawiona do kolejnej historii o tym, że można przezwyciężyć każdą słabość. Do kolejnego wyciskacza łez o przeciwnościach losu. Tego spodziewałam się po filmie „Ze wszystkich sił” opowiadającym historię ojca i niepełnosprawnego syna, którzy wspólnie postanowili wziąć udział w zawodach Ironman – za ciężkich do wykonania dla większości pełnosprawnych. Jednak film wcale nie był taki, jakiego się spodziewałam – prawdopodobnie dlatego, że zrobili go Europejczycy, a nie Amerykanie.

Niepełnosprawny nastoletni Julien postanawia zacieśnić więź ze swoim ojcem, który właśnie stracił pracę. Wpada więc na pomysł, aby odświeżyć jego dawną pasję, i proponuje mu wspólny udział w triathlonie Ironman, którego przed laty ojciec nie był w stanie ukończyć. Początkowo spotyka się z oporem, co jednak, oczywiście, szybko się zmienia i mężczyźni zaczynają wspólnie trenować – ojciec pływa, biega i jeździ na rowerze, a syn przystosowuje się do sportowych wózków inwalidzkich. Od początku wiadomo, że celem jest dla nich przede wszystkim zawody ukończyć (aby triathlon Ironman został uznany, należy pokonać trasę w ciągu 16 godzin), nie zaś próbować go wygrać, ale już samo to wydaje się sporym wyzwaniem.

Amerykanie, czy też może raczej tuzy komercyjnego Hollywood pokroju Spielberga, pokazaliby zapewne smutnego nastolatka, który nie radzi sobie z otaczającym go światem, a udział w zawodach ma mu pomóc uwierzyć w siebie. Francuzi, którzy stworzyli „Ze wszystkich sił”, pokazują nam zupełnie inną postać. Julien jest przebojowy, ma mnóstwo znajomych, słucha muzyki indie i potrafi się zbuntować. Jego niepełnosprawność nie jest problemem dla niego, a dla jego ojca. I to właśnie jemu chłopak stara się udowodnić, że jest taki sam jak wszyscy. Historia jest stworzona bardzo prosto, nie sili się na głębokie metafory i przekazy – ma przede wszystkim być dziełem ku pokrzepieniu serc, ale również obrazem motywującym, ma nam pokazać, że każde z nas może tak samo wziąć się za siebie i że warto próbować. I to zadanie doskonale spełnia. Do tego sam triathlon jest przedstawiony na tyle realnie i boleśnie, ze wszystkimi jego minusami (Julien z ojcem cały czas pozostają w tyle, po drodze dochodzi do różnorakich nieprzewidzianych zdarzeń, a przede wszystkim – jest to po prostu nadludzka mordęga), że po wyjściu z kina miałam wrażenie, że sama brałam w nim udział i obudzę się rano z podłymi zakwasami.

Realność obrazu jest stworzona między innymi przez przepiękne zdjęcia. Ujęcia francuskich Alp, jak również tłumów biorących udział w morderczym wyścigu w wodzie i na lądzie naprawdę zapierają dech w piersiach. Realne i szczere jest również aktorstwo. Nie mamy tu znanych twarzy, mamy za to rzemieślników sztuki, którzy wiedzą, co robią, i dają nam postacie z krwi i kości. Nie musimy się silić, aby w nie uwierzyć.

Oczywiście pomimo wszystkich pozytywów film ma też kilka wad. Reżyser nie uciekł od pułapki banalności i mamy tu co najmniej kilka przewidywalnych sytuacji, jak również klasycznych płaczliwych momentów, w których wszystko – zachowanie postaci, muzyka i kadry, mówią nam: „Popłacz się”. Historia nie jest też w całości rewolucyjna, ale nie o to w tym filmie chodzi. Nikt nie planował tu przekombinowanej fabuły z potrójnym dnem, wyłącznie prostą, podnoszącą na duchu opowieść o wytrzymałości, miłości i radości życia.

Nils Tavernier, reżyser „Ze wszystkich sił”, chciał nam przede wszystkim pokazać zwykłą, ludzką historię. Przedstawił ją w bardzo estetyczny, na wskroś europejski sposób, dodatkowo odbiegający od kanonu filmów na temat niepełnosprawnych. Połączył ze sobą wzruszającą fabułę, sportowe emocje i prostotę przekazu bez jakiegokolwiek moralizatorstwa. Nie jest to film z górnej półki, nie jest to epokowe dzieło, nie będę do niego wracać, ale obejrzałam z przyjemnością i sporymi emocjami. I zalecam to każdemu, kto chce w życiu odnaleźć trochę pozytywnej energii.

Tagi: qulturka, filmy, ekranizacje amerykańskie


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
Stalgast

Kalendarz Imprez

Czerwiec 2020
PnWtSrCzwPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930

Najbliższe wydarzenia


Piątek, 5 czerwca 2020

Grochowski Festiwal Streetfood’u

Środa, 10 czerwca 2020

Planowane wyłączenia prądu

Wtorek, 30 czerwca 2020

Warszawska Nagroda Edukacji Kulturalnej

Zgłoś wydarzenie

konstans
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Co myślisz o powrocie systemu roweru miejskiego (Veturilo) w Warszawie?

Pomysł dobry, ale w praktyce słabo działa - częste problemy z wypożyczeniem/oddaniem roweru
Świetny pomysł i doskonale się sprawdza w Warszawie
Zbyt często brakuje rowerów na stacjach, z których chciałbym/chciałabym skorzystać
Może być, ale bez rewelacji
Świetnie promuje jazdę na rowerze
Źle, że go wprowadzili, bo teraz trzeba na chodniku (jako pieszy) mieć oczy dookoła głowy, tylu tu rowerzystów
Fajny, ale rowery często się psują
Dobry, ale za mało stacji wypożyczenia
Nie wiem, nie korzystam
Kiepski, w innych miastach to działa lepiej
Co z tego, że są rowery jak prawie wcale nie ma ścieżek rowerowych?
Zobacz wyniki

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń