WARSZAWA:   Wesoła - Wawer - Praga Południe - Rembertów

Wybierz wydanie:

Logowanie

automatyczne logowanie
Zarejestruj się    Zapomniałem hasła

Poniedziałek, 20 listopada 2017 r.
Imieniny obchodzą: Edyta, Edmund, Anatol

Qlturka: Nolan na wojnie – recenzja

Marcin Zając  |  31 października 2017

UWAGA SPOILERY! W tekście przedstawiono niektóre rozwiązania fabularne.

Poniższa recenzja zaplanowana była do publikacji tuż po wakacjach, ale to nie jest film, o którym pisze się krótko, a wrześniowy numer WS miał na „Qlturkę” znacznie mniej miejsca niż październikowy. Dlatego wrażeniami z Dunkierki dzielę się teraz. Życzę miłego czytania!

Dorobek filmowy Nolana robi wrażenie. Każdy jego film jest unikalną opowieścią. Tajemnicą, która stopniowo się rozwikłuje, by znów nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Dunkierka – to pierwszy raz, kiedy reżyser zdecydował się nakręcić film o wojnie. Warto podkreślić, że film o wojnie jest tutaj trafniejszym określeniem, niż film wojenny. Dzieło Anglika dalece odbiega od tego, do czego przyzwyczaił nas ten gatunek. Nie uświadczymy w Dunkierce monumentalnych scen batalistycznych, nie spojrzymy zza ramienia heroicznego żołnierza na usłane trupami pole bitwy. Wojna z perspektywy Nolana nie jest okazją do zdobycia chwały, a tragedią ludzi chcących przede wszystkim ratować życie. Najczęściej swoje. Taki pomysł jest naprawdę odświeżający. Rezygnacja ze wszechobecnego patosu sprawia, że gdy już poczujemy wzniosły nastrój w jakiejś scenie, o wiele łatwiej nam w niego uwierzyć.

Film podzielony jest na trzy segmenty. Akcja rozgrywa się na lądzie, na morzu i w powietrzu. Przedstawione z tych perspektyw wydarzenia trwają odpowiednio jeden tydzień, jeden dzień i jedną godzinę. Dzięki temu Nolan może zrezygnować z chronologii na rzecz bardziej emocjonalnego sposobu snucia opowieści. O tym, że w takim trybie czuje się on jak ryba w wodzie, przekonać można się było już 17 lat temu, przy okazji fenomenalnego Memento. Dunkierka jedynie to potwierdza.

Ulotka schwytana przez żołnierza w opustoszałym mieście informuje, że niemieckie wojska otoczyły aliantów. Częściowo powodzenie Operacji Dynamo (26 maja – 4 czerwca 1940), o której opowiada film, możliwe było dzięki temu, że Hitler zrezygnował ze szturmu na ewakuujących się kanałem La Manche Brytyjczyków i Francuzów. Wśród powodów takiej decyzji historycy wskazują na możliwość poniesienia ciężkich strat lub polityczne plany wykorzystania żołnierzy jako zakładników do zawarcia pokoju z Wielką Brytanią. Zgromadzonych na plaży wojskowych dręczyły za to bombardowania z powietrza. Nalot wywołuje grozę. Długie kolumny kolejek rozpraszają się. Ktoś bez powodzenia próbuje strzelać do samolotów z karabinu. Ludzie padają na piasek zakrywając uszy, nie chcąc słyszeć nie tylko samego wybuchu, ale też złowieszczego świstu, jaki przed upadkiem wydaje z siebie bomba. Po chwili ocaleli unoszą się i rozglądają. Trafieni nie wstaną już nigdy. I chociaż nie pokazuje się widzom oderwanych kończyn, można domyślić się, co dzieje się z ciałem, które znajdzie się w strefie bezpośredniego wybuchu. Żołnierze znów ustawiają się w kolejkach. Ot, codzienność.

Film zabiera nas do portu po drugiej stronie morskiego kanału. Armia rekwiruje statki, by zapewnić środek transportu dla uwięzionych we Francji. Stary kapitan typowo rekreacyjnej łodzi motorowej nie zamierza jej oddać. Zamiast tego sam wyrusza na pomoc żołnierzom. Jak dowiemy się później, konflikt odebrał mu już jedno dziecko. Kierując się poczuciem obowiązku i odpowiedzialności, podejmuje ryzyko, bo nie chce być biernym obserwatorem wydarzeń. Tak wygląda prawdziwy patriotyzm, cechujący się czynem, a nie słowem. Do charyzmatycznego kapitana postanawiają dołączyć syn i jego młodszy kolega. Po drodze do Dunkierki natrafią na żołnierza, który przetrwał atak U-Boota. Pogrążony w szoku młody mężczyzna jest przerażony wizją powrotu do miejsca, z którego uciekał. Strach przeradza się w agresję, a jej konsekwencje są dla jednego z załogantów tragiczne. Pozostali potraktują go jednak ze zrozumieniem i litością. Przebaczenie to kolejna wartość, jaką bez wątpienia zaszczepił w młodym pokoleniu ten zwykły, dojrzały Brytyjczyk - za sterami łódki równie sprawny, co za sterami życia.

Sceny w powietrzu, gdzie towarzyszymy pilotom, to przede wszystkim świetny montaż, bogactwo kolorów morza i nieba, wreszcie przenikająca duszę muzyka Hansa Zimmera. Walka z wrogiem, który może zniknąć z pola widzenia, schować się w oślepiającym słońcu, w każdej chwili usiąść na ogonie myśliwca, sama w sobie dostarczałaby dość napięcia. Nolan decyduje się dołożyć do tego starcie z czasem, przypominając nam często o ograniczonym paliwie potrzebnym do utrzymania się w locie. Farrier, jeden z pilotów, grany przez Toma Hardy’ego, będzie z tym miał szczególny kłopot, gdy przestanie działać zamontowany w samolocie wskaźnik. Wybór aktora do tej roli wydaje się naturalny, jeśli prześledzić dotychczasową filmografię Hardy’ego. Odważny i nieugięty as realizuje powierzone mu zadanie. Jeśli Brytyjczycy z Dunkierki potrzebowaliby opowiedzieć jakąś historię w celach propagandowych, to postawa Farriera z pewnością pokrzepiłaby wiele serc.

Tym co sprawia dla mnie, że film jest tak wartościowy, jest analiza ludzkiej psychiki w nim zawarta. Instynkt przeżycia i strach kierują poczynaniami zebranych na plaży młodych ludzi. Każda z jednostek jest po prostu człowiekiem, z doszytą łatką żołnierza. Łatwo nam o tym zapomnieć, gdy pomyślimy o naszych oczekiwaniach dotyczących wojska. Dzielni, honorowi, twardzi obrońcy, gotowi oddać swoje życie za ojczyznę, za wolność, bo tak głosi rozkaz. Czyż to nie piękny etos? I wygodny. Rzeczywistość przedstawiona w Dunkierce otwiera nam jednak oczy. Ludzie przejęci groźbą śmierci mają tendencję do szukania przynależności do grupy, w której czują się bezpieczniej. Widzimy to w filmie wielokrotnie. Z początku ewakuacją objęci byli tylko żołnierze brytyjscy. Na nic zdają się protesty Francuzów, chcących dostać się na molo, z którego odpływają okręty do Anglii. „Macie swoje własne statki!” krzyczy jeden z pilnujących porządku żołnierzy. „Tylko grenadierzy!” słyszy młody chłopak, któremu przed chwilą udało się pod ostrzałem karabinów uciec z miasta na plażę, próbując ustawić się w jednej z kolejek. Jego przybrany kompan, Francuz w zdjętym z trupa mundurze, nieustannie milczy, starając się nie zdradzić swojego pochodzenia. Do czasu gdy ten duet nie znajdzie się w unieruchomionym kutrze, który wraz z przypływem ma szansę odpłynąć z plaży. Paranoiczne podejrzenia innych obecnych tam żołnierzy doprowadzają do wzięcia go na muszkę karabinu i oskarżenia o bycie niemieckim szpiegiem. Gdy wydaje się, że ktoś musi opuścić statek, dla należących do grupy racjonalnym jest, że powinien być to ktoś spoza niej. W obronie Francuza stanie jego towarzysz, tylko po to, by usłyszeć, że w razie czego jest następny, bo nie należy do tego samego oddziału co reszta.

Reżyser napędza nam klaustrofobii i lęku przed wodą. Wypełniony żołnierzami niszczyciel zostaje trafiony torpedą i zaczyna tonąć. Pod pokładem widać panikę i rozpaczliwą walkę z żywiołem. Sytuację wielu uwięzionych na statku ratuje wyżej wymieniony Francuz, który otwiera z zewnątrz ciężkie, metalowe drzwi. Ironicznie, ten który ocali tylu ludzi przed utonięciem, sam straci życie pod wodą w rozwiązaniu poprzedniej opisanej przeze mnie sceny. Dryfujący na wodzie żołnierze domagają się zabrania ich na płynącą do brzegu wiosłową łódkę. Nie ma dla nich miejsca, jedynie obietnica, że po nich wrócą. Zostają w ciemnej toni. Pamiętam ciarki, które przeszły wtedy po moich plecach. Inna scena rozgrywa się w napełniającej się wodą ciasnej kabinie pilota myśliwca. Powietrza ubywa jak piasku z górnej części klepsydry, a wyjście zacięło się i nie sposób go otworzyć. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Siedząc w kinowym fotelu sam czułem, jak zaczyna brakować mi tchu.

Fabuła w Dunkierce jest drugorzędna. To bardziej pełna emocji relacja z ewakuacji niż rozbudowana historia. Nie poznajemy bohaterów filmu od podszewki, o przeszłości lwiej części z nich nie wiemy zupełnie nic. Poznajemy ich poprzez zdarzenia, w których uczestniczą, i więź z nimi możemy poczuć tylko wtedy, gdy sięgniemy do pokładów naszej empatii wobec innego człowieka. Koszmar wojny nie tworzy herosów, a doświadcza ludzi głęboką traumą. Wyciąga z nich pierwiastek zwierzęcy - prymitywny i nieprzejednany pęd do zachowania swojego życia. To antywojenność Dunkierki sprawia, że dołącza do Full Metal Jacket Kubricka w czołówce moich ulubionych obrazów wojny. Brakowało mi w filmie jedynie elementów gore’u, ukazania krwi, potu i ekskrementów. Smrodu i mięsa, nieodłącznie związanych ze zbrojnym konfliktem, który doprowadza do dehumanizacji, znieczulicy i pełnej cierpienia śmierci na wielką skalę. Pozbawiona tego Dunkierka jako całokształt wypada trochę zbyt poetycko, o krok za daleko od rzeczywistości. Wpływ na to mogła mieć kategoria wiekowa (PG-13), w jakiej realizowany był film. Christopherowi Nolanowi pogratulować trzeba za to decyzji o przedstawieniu jedynie wybranego wycinka z historii Operacji Dynamo. Na tym skrawku plaży dostrzeżemy więcej człowieka w człowieku, niż gdyby ukazać szeroką perspektywę tej ewakuacji na ogromną skalę. Przytoczę tu smutny cytat Józefa Stalina „Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka”. Pamiętajmy, by przez sposób naszego myślenia nie stał się on prawdziwy.

Tagi: Qlturka, Dunkierka, Nolan, Christopher Nolan, recenzja, film


Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz
Stalgast

Kalendarz Imprez

Listopad 2017
PnWtSrCzwPtSoNd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930

Najbliższe wydarzenia


20 - 21 listopada 2017

Nowe zasady selektywnej zbiórki odpadów komunalnych

Środa, 22 listopada 2017

Premiera spektaklu "Zimny prysznic"

Piątek, 24 listopada 2017

Akcja krwiodawstwa w Wesołej

Zgłoś wydarzenie

Wesbud
Archiwum wydań drukowanych
 

Nasza ankieta

Czy weźmiesz udział w konsultacjach dotyczących obwodnicy śródmiejskiej przebiegającej przez rondo Wiatraczna?

Tak, bo chcę wyrazić swoją opinię
Tak, bo jednostki administracyjne powinny znać zdanie mieszkańców stolicy
Tak, bo wierzę, że mój głos ma znaczenie
Nie, bo i tak jednostki administracyjne zrobią, co uważają za stosowne
Nie, bo nie obchodzi mnie ta inwestycja
Zobacz wyniki
Kurek Foto

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz swój adres e-mail:
Zapisz Usuń